Airbnb experience – wieczorny tour jedzeniowy w Sajgonie

W Ho Chi Minh City zdecydowaliśmy na ponowne skorzystanie z usługi Airbnb Experience. Za pośrednictwem portalu zapisaliśmy się na Street food’owy tour jedzeniowy w Sajgonie. Wybór tego typu spotkań proponowanych przez Airbnb był dość duży. My sugerowaliśmy się głownie ceną i czasem. Wybraliśmy ofertę, która zawierała 4-godzinny spacer  (od 17:00 do 21:00) po lokalnych miejscówkach w dystrykcie III. W ramach tour’u oferowano spróbowanie około 8 potraw i odwiedzenie 5 miejsc. Całość kosztowała nas 29 EUR za osobę.

Link do oferty na Airbnb: PRIVATE STREET FOOD NIGHT WALKING TOUR

Spotkanie z przewodnikiem

Z naszym przewodnikiem, a właściwie przewodniczką- Rose spotkaliśmy się w centrum Ho Chi Minh City- pod Saigon City Opera. Na miejscu spodziewaliśmy się sporej grupki osób, ale okazało się, że jesteśmy tylko my i pani przewodnik. Świetnie- mieliśmy swojego prywatnego przewodnika! Krótko po znapoznaniu się Rose opowiedziała nam o tym, co nas czeka i zamówiła dla nas wszystkich Grab’a (ówczesna konkurencja Ubera, a teraz właściciel Uber Southeast Asia). Kierowca zawiózł nas do dystryktu trzeciego, gdzie zaczęliśmy właściwy tour.

Dwa słowa o jedzeniu

Jeśli chodzi o nazwy miejsc to nie sposób było zapamiętać wszystkich miejsc, ale udało nam się spisać dania jakie jedliśmy i zrobić zdjęcia. Poniżej prezentujemy chronologiczną listę odwiedzonych street-food’owych knajpek. Uwaga: nie polecamy czytać na pusty żołądek!

Miejsce pierwsze- naleśniki

Na dobry początek zjedliśmy wietnamskie naleśniki Bánh xèo oraz spróbowaliśmy Bánh khọt z krewetkami i wieprzowiną. Jedne i drugie to wietnamskie naleśniki, ale te drugie, przynajmniej nam, naleśników nie przypominają. Wyglądają one jak małe płaskie kulki smażone na oleju z dodatkiem krewetek lub wieprzowiny i na koniec polewane są mlekiem kokosowym. Te pierwsze wyglądają podobnie do znanych nam zwykłych naleśników z kiełkami i krewetkami lub mięsem.

Miejsce drugie- rolls’y z kiełbaską

W drugim odwiedzanym w Sajgonie miejscu zjedliśmy Bo La Lot- kiełbaski wieprzowe zawijane w zielone liście betelu i pieczone na grillu. Kiełbaski te następnie- razem z makaronem, sałatą i różnymi liśćmi zawija się w papier ryżowy i tego typu spring rolls’y macza się w sosie orzechowym.

Miejsce drugie i pół- grillowane banany

Po drodze do miejsca numer trzy zatrzymaliśmy się, żeby zgarnąć grillowane banany zawinięte w liście bananowca i mleko kokosowe. W całym dystrykcie III co kawałek rozstawione są wózki z grillem do pieczenia bananów. Nasza przewodniczka doradziła, abyśmy nie jedli od razu tego deseru, tylko udali się do kolejnego miejsca i zjedli je tam jak już troszkę ostygną. W ten sposób smakują najlepiej.

Miejsce trzecie- wietnamska pizza

W tym miejscu próbowaliśmy wietnamskiej pizzy, którą tnie się nożyczkami. Tak naprawdę podobieństwa do prawdziwej pizzy kończą się na kształcie i wyglądzie. Przygotowuje się je tak, że na papier ryżowy położony na grillu wrzuca się jajko i po chwili składniki, na które ma się ochotę. My wybraliśmy wersję z kurczakiem i drugą z warzywami. Na deser zjedliśmy przepysznego banana polanego mlekiem kokosowym.

Miejsce trzecie i pół- koktajl z trzciny cukrowej

Kolejny przystanek między właściwymi knajpkami to miejsce, w którym spróbowaliśmy drinków z trzciny cukrowej z lodem. Strasznie słodki napój powstaje ze zmielonej na miejscu trzciny cukrowej. Dodaliśmy do niego nieco soku z owoców podobnych do mandarynki. Napój ten w ogóle nie przypadł nam do gustu, więc zrobiliśmy kilka łyków, ale nie wypiliśmy całości, bo przecież trzeba zostawić miejsce na kolejne doznania.

Miejsce czwarte- po prostu kanapki

Tym razem Rose zaprosiła nas na typowe wietnamskie kanapki Bánh Mì z mięsem i warzywami. Wietnamczycy dodają do nich bardzo dużo kolendry i wcale nie mało chilli. Jednym z dodatkowych składników może być słodka cebula (sic!?). Istnieje też możliwość zamówienia wersji wegetariańskiej z tofu lub z jajkiem. Ciekawostka: wegetarianin to po wietnamsku “chay”, ale przez to, że samogłoski można wymawiać na pięć czy sześć różnych sposobów to wietnamczycy mogą usłyszeć “chłopiec”, “ogień”, “płynący” lub jeszcze coś innego.

Miejsce piąte- owoce morza

W ostatnim już miejscu posmakowaliśmy owoców morza  z trawą cytrynową oraz Shell BBQ z cebulką. Do tego przyprawy: pieprz skropiony odrobiną soku z cytryny i przyprawa chilli. Dostaliśmy też warzywną przekąskę, czyli Morning Glory (coś jak fasolka szparagowa) duszony z czosnkiem.

Tour jedzeniowy w Sajgonie- nasze wrażenia

Lista tych miejsc wyszła trochę jak lista TOP 5, więc na zakończenie przyznajemy wyróżnienie .Rose podczas tripu opowiedziała nam przeróżne ciekawostki o mieście i o jedzeniu. Wśród nich znalazło się info o tym,  że dystrykt I to ten, gdzie się imprezuje i wychodzi ze znajomymi, III to ten, gdzie się zostaje na chwilę dłużej i gdzie przychodzi się jeść, a IV to tam, gdzie mogą nas okraść. Opowiedzieliśmy jej jaki jest nasz plan na całą wizytę i udało nam się uzyskać świetne tipy, np. jak możemy zrekompensować sobie brak czasu na wizytę w delcie Mekongu, a na samo już zakończenie Rose zabrała nas na market kwiatowy.

Polecamy tego typu trip wszystkim podróżującym po Wietnamie. Jeśli boicie się “brudnego” street-food’owego jedzenia to właśnie podczas tej atrakcji dowiecie się co jeść można bez obaw, a na co warto uważać. Dowiecie się też jak spożywa się różne potrawy. Wierzcie lub nie, ale my nie od razu wiedzieliśmy, że aż tak dużo rzeczy jest tam zawijane w rollsy 😉

1 comment
  1. To właśnie lubię w podróżach. Kuchnię poznawanie nowych smaków

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *