Allora… Sycylia dzień po dniu- dzień pierwszy

Od tej wycieczki zaczęliśmy podchodzić bardziej odpowiedzialnie do prowadzenia bloga z podróży i dlatego też robiliśmy porządniejsze zdjęcia, a ja zacząłem prowadzić dziennik, w którym opisuję każdy dzień. Teraz na podstawie tego dziennika chcę wam przedstawić naszą wizytę na Sycylii.

Zacznę od dnia pierwszego, który w głównej mierze składał się z transportu z niemieckiej Kolonii, przez włoskie Bergamo na Sycylię. O 7:55 na lotnisku Kolonia- Bonn po raz pierwszy napisałem notkę do mojego dziennika. Czekając na pierwszy lot tego dnia liniami Ryanair miałem w głowie jedno pytanie: dlaczego ludzie stoją przez pół godziny lub dłużej w kolejce do samolotu, skoro ich miejsca i tak są numerowane?

No nic. Dość szybko wylądowaliśmy w Bergamo, gdzie mieliśmy 5-godzinną przerwę, więc zdecydowaliśmy, że jedziemy z lotniska do miasta Bergamo. 2.40EUR za osobę to niewielki wydatek, żeby przenieść się do urokliwego włoskiego miasteczka. Po przyjeździe na miejsce zatrzymaliśmy się w kawiarni Tresoldi, gdzie spróbowaliśmy Foccaci, rurek z kremem i kawy oraz zdecydowaliśmy, że idziemy jeszcze na wzgórze, które widzieliśmy z kawiarni.

Okazuje się, że miasto Bergamo składa się z dwóch części: miasta górnego- Città alta, oraz miasta dolnego- Città bassa. Te dwie części połączone są różnymi drogami oraz kolejką linowo-torową– z której skorzystaliśmy razem z Paulą. Cena kolejki wyniosła nas poniżej 5EUR za dwie osoby w obie strony.
Na górnym przystanku przywitały nas małe uliczki, mnogość kawiarni i placów, które dookoła otoczone były zabytkowymi kościołami lub innymi budynkami. Wydaje mi się, że jeśli ktoś ma możliwość lotu do Bergamo na weekend to nie powinien się wahać, bo to miasteczko jest naprawdę warte odwiedzenia.

O 16:10 siedzieliśmy już w kolejnym samolocie, tym razem już do Palermo.

Na miejscu spotkała nas przykra niespodzianka. Z reguły zawsze rezerwujemy wypożyczenie samochodu z wyprzedzeniem, ale w przypadku tego wyjazdu zrobiliśmy to za późno (dwa dni przed wyjazdem) i nasze zgłoszenie zostało odrzucone. Tym samym musieliśmy wypożyczyć samochód na lotnisku, przez co cena za tą usługę wzrosła o dodatkowe 100 procent w stosunku do tego, za ile można to zarezerwować w internecie.

Z lotniska w Palermo przyjechaliśmy do Marsali w nieco ponad półtorej godziny, a jest to 100km. Droga była dość dobra, choć zaskoczyło mnie to, że o tej porze roku tak wcześnie zachodzi słońce– o 19:30 zrobiło się już zupełnie ciemno. Liczyłem przez chwilę na to, że jest tak przez chmury, ale na drugi dzień było tak samo. Warto zapamiętać na przyszłość, że dzień na Sycylii na przełomie września i października trwa do ok. 19:30.
Jeszcze jedna zaskakująca rzecz związana z jazdą samochodem to pojawiające się znienacka znaki stopu. Otóż droga, którą jechaliśmy przez kilka odcinków prowadziła wzdłuż torów kolejowych i w miejscu, gdzie znajdował się przejazd przez tory ustawiony był znak stopu, żeby auta na torach miały pierwszeństwo. Dodatkowo, żeby poinformować kierowcę o tym, że zbliża się do torów, umieszczone były znaki z poprzecznymi liniami- jak w Polsce przed wjazdem na tory kolejowe- trzy linie, dwie, jedna i w tym przypadku- znak stop.
Jeśli jeszcze miałbym na coś ponarzekać to to, że poza autostradą nie widać w ogóle linii oddzielających pasy od siebie i od pobocza. Jak jeszcze można na to machnąć ręką w dzień, tak po ciemku jest to naprawdę nieprzyjemne.

W tym miejscu zakończę notkę z pierwszego dnia. O 23 byliśmy już w mieszkaniu w Marsali i jeszcze nawet udaliśmy się coś zjeść, ale to znajdzie się w kolejnej notce o zachodniej części wyspy.

 

 

2 comments
  1. I to są naprawdę ładne zdjęcia!:) Ja też w te wakacje będę na Sycylii!:)

  2. Oj tak…podróż po Sycylii samochodem to jest wyzwanie… My swój w końcu zaparkowaliśmy w Palermo i gdy się tylko dało korzystaliśmy w komunikacji miejskiej 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *