Dzień trzeci- W głąb wyspy

W trzeci dzień naszego pobytu postanowiliśmy zwiedzić północną część wyspy. Pierwotny plan zawierał w sobie również krótki wypad w część centralną, czyli w góry, z których podobno można zobaczyć ocean okalający wyspę, ale ze względu na nieco gorszą pogodę uznaliśmy, że rezygnujemy z tej części. Tym samym pierwszym punktem tej niedzielnej wycieczki było miasteczko Arucas. W centrum tej miejscowości znajduje się kościół św. Jana Chrzciciela (Parroquia Matriz de San Juan Bautista), który swoim wyglądem przypominał nam nieco bazylikę Sagrada Familia. W miasteczku mieści się również fabryka lokalnego rumu Arehucas. Destylarnia oraz Muzeum udostępnione są do zwiedzania gości- nam się nie udało, gdyż w Niedziele są one zamknięte. Na koniec zrobiliśmy spacer po Jardin de Marques- tropikalnym ogrodzie w którym zgromadzono kilkanaście odmian palm i kilka tysięcy odmian roślin. W ogrodzie znajduje się też ładny Pałacyk, który został zaaranżowany na hotel i restaurację. My zwiedziliśmy tylko jedną część, która jest darmowa.

Następnie udaliśmy się do miasta o mało zachęcającej nazwie Teror- warto się tam udać, nie zrażając nazwą, gdyż co niedzielę odbywa się Mercadillo los todos domingos czyli po przetłumaczeniu “Coniedzielny rynek”, czynny od 08:00 do 15:00 bazar/targ z lokalnymi wypiekami, produktami, słodkościami, rękodziełem – my spróbowaliśmy kanapek z chorizo oraz ciasteczka robione przez siostry zakonne. Mniamka.
Zwiedziliśmy również niewielką bazylikę Matki Boski Sosnowej Basilica Nuestra Señora del Pino podczas jednej z uroczystości.

Kolejnym miejscem, które odwiedziliśmy było miasteczko Agaete. Według pierwotnego planu, który powstał po konsultacji z przewodnikiem z serii Pascal, mieliśmy tam pospacerować po uliczkach oraz zobaczyć dom poety Museo Poeta Javier de la Rosa, ale jak to już bywa w Niedzielę- nie wszystko nam się udało. W tym samym przewodniku przeczytaliśmy rekomendację baru La Perola (El Perola?), lecz gdy dotarliśmy na miejsce okazało się, że jest ono pełne tubylców wesoło rozmawiających i rozkoszujących się fistaszkami, których łupiny były rzucane na ziemię- bar był nimi cały wyściełany.

Ostatnim miejscem które zobaczyliśmy tej niedzieli było Puerto de las Nieves, mała portowa miejscowość z której odpływają promy na Teneryfę. Atrakcją turystyczną są tutaj pozostałości przybrzeżnej formacji skalnej tak zwany Boży palec “Dedo de Dios” – skała wyglądająca jak palec, odpadła w 2005r. Przy plaźy najbardziej nam się spodobały baseny wydrążone w skałach. Na koniec wycieczki zasiedliśmy w knajpce przy promenadzie i zjedliśmy zupę rybną oraz kalmary. Zaraz po udaliśmy się w drogę powrotną do Las Palmas.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *