Gran Canaria na weekend- Południowe wybrzeże

Dzień 2:

Drugiego dnia naszej wycieczki postanowiliśmy udać się w podróż wzdłuż wschodniego wybrzeża, zaczynając od miasteczka Agüimes, które położone jest ok 33km od Las Palmas. Warto wybrać się w to miejsce i przespacerować uroczymi, kolorowymi uliczkami. My zwiedziliśmy stare miasto oraz Kościół św Sebastiana– obiekt zbudowany z kamienia, zachowujący do pewnego stopnia styl katedry z fasadą, która stanowi jedno z najlepszych dzieł kanaryjskiej architektury neoklasycystycznej. Ciekawą atrakcją miejscowości są usytuowane w całym mieście rzeźby, przedstawiające ludzi i zwierzęta, np. wiolonczelistkę, leżącego na ziemi wielbłąda albo osła.  Przed Kościołem znajduję się skwer, który w pierwszym momencie przywiódł nam na myśł francuską dzielnicę Montmarte. Napiliśmy się tam kawy w kawiarence i spróbowliśmy lokalnych wypieków.

Następnie wziedliśmy z powrotem do naszej Pandy i udaliśmy się do miejscowości Maspalomas słynnej przede wszystkim ze znajdujących się w niej wydm- Dunas de Maspalomas. Pogoda nas pozytywnie zaskoczyła, bo wyjeżdżając z Las Palmas było dość pochmurnie natomiast im bardziej posuwaliśmy się w stronę południa to ilość wyłaniającego się zza chmur słońca i temperatura rosła. Naszym głownym celem było zobaczenie wydm, więc prosto z parkingu udalismy sie na długi spacer. Najpierw przeszliśmy się deptakiem, gdzie znajdowały się tablice informujące o florze i faunie znajdującej się na wydmach. Wyszczególniono tam gatunki ptaków oraz roślin, które można spotkać tylko i wyłącznie na tych wydmach. Potem udaliśmy się na krótki spacer po wydmach. Warto mieć na uwadze to, że wieje tam bardzo silny wiatr, niosący ze sobą ziarenka piasku, które wpadają spacerowiczom do oczu. Diuny te zrobiły na nas duże wrażenie i przypomniały nam o fantastycznej powieści o pustynnej planecie.

Maspalomas jest bardzo mocno turystyczną miejscowością. Choć teoretycznie można to powiedzieć o całej wyspie, ale tylko tutaj znajdziemy ulice, które są nazwane od biur podrózy, np. Avenida Touroperador Tui. W mieście też dużo trudniej trafić na restraurację z kuchnią kanaryjską niż np. na typowo niemiecką lub brytyjską. No cóż. Odpuściliśmy przez to oglądanie drugiej atrakcji Maspalomas- latarni morskiej Faro– i wróciliśmy do samochodu.

Po niecałej połowie godziny dotarliśmy do miejscowości Puerto Rico, gdzie zaparkowaliśmy w okolicy plaży i udaliśmy się na kolejny spacer. W centrum miasteczka znajduje się plaża “Playa de Puerto Rico” oraz sąsiadujący z nią port, a nieco w głąb lądu, ze zboczy gór wyrastają białe hotele. Z przewodnika dowiedzieliśmy się, że w Puerto Rico znajduje się najpiękniejsza plaża na Gran Canarii, Playa de Amadores więc dostaliśmy się tam kilometrowym deptakiem wzdłuż oceanu. Nie będziemy kwestionować przewodnika, ale my wolimy dzikie plaże z dala od turystów, których znaczne ilości na tej plaży są nieuniknione. Ważna wskazówka dla osób udających się w te okolice- nie zapomnijcie zabrać strojów kąpielowych, bo temperatura na południu wyspy pozwala na kąpiele (nawet w styczniu).

Na zakończenie podróży podjechalismy jeszcze do Puerto de Mogan, z myślą że zasiądziemy sobie w knajpce z ładnym widokiem i zjemy coś pysznego. W ogóle nie pomyśleliśmy o tym że tak jak hiszpanie, kanaryjczycy również celebrują sieste.Przeciez Kanaryjczycy to Hiszpanie!!?? Udalismy się do Portu, obejrzeliśmy kilka menu, mieliśmy ochotę spróbować dan ze świeżo złowionych ryb, nawet usiedliśmy w jednej knajpie, lecz niestety zostaliśmy poinformowani że po 16 już nie serwują żadnych dań. Mega głodni zdecydowaliśmy wracać do Las Palmas. Samo miasteczko nas zauroczylo jest tam plaża-podobno piasek jest sprowadzany z Sahary, port i malownicza przystań jachtowa. Można się przejść romantycznymi uliczkami, gdzie z okien zwisają bujne kwiaty w różnych barwach.

Po godzinie 18:00 wygłodniali wróciliśmy do Las Palmas. Po drodze ustaliliśmy, że musimy zjeść coś typowo hiszpańskiego- tym razem padło na Paellę. Po szybkim sprawdzeniu w google “best paella las palmas” mieliśmy listę trzech miejsc znajdujących się w pobliżu deptaka i plaży de Las Canteras. Jako pierwszą odwiedziliśmy restaurację Tasca La Lonja, która specjalizuje się w owocach morza. Po przyjściu na miejsce dowiedzieliśmy się, że ponowne otwarcie restauracji odbędzie się o 20:00 (a była 19:30) oraz że prawie wszystkie stoliki, poza kilkoma na zewnątrz, są już zarezerwowane. Nie zastanawiając się długo poprosiliśmy o rezerwację. Chwilę po dwudziestej zasiedliśmy do kolacji. Zamówiliśmy Paellę z owocami morza jako główne danie oraz owczy ser z pomidorową marmoladą jako przystawkę. Nie chcieliśmy na tym poprzestać, ale kelner grzecznie poinformował nas, że biorąc Paellę na dwie osoby- wystarczy, że podzielimy się przystawką. Miłe zaskoczenie, zwłaszcza, że w wielu miejscach można się spodziewać, że kelnerzy będą próbować nam wcisnąć wszystko za koleją. Jedzenie bardzo nam smakowało, nie trzeba było na nie długo czekać, obsługa bardzo miła i przyjazna. W restauracji Tasca La Lonja spędziliśmy około 2 godziny, więc jeśli będziecie w okolicy to polecamy zajrzeć. Jeśli poprosicie o rachunek i zaproponują wam rum z miodem to nie odmawiajcie- nie będziecie żałować.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *