Kölle alaaf, życie w karnawale

Minął nam już 2 rok w Kolonii i wciąż obiecujemy sobie, że w końcu dołączymy do kolończyków i poświętujemy razem z nimi Karnawał. Nasze pierwsze mieszkanie mieściło się przy Zulpicher Platz, w samym sercu karnawalowej mekki – mimo to nie skusiliśmy się. W kolejnym roku zorganizowaliśmy sobie wycieczkę do Berlina – aby być jak najdalej od karnawału. Dzisiaj postanowilismy zmierzyć się z miastem i poobserwować o co w ogóle chodzi z tym całym karnawałem.

Dla Niemców sezon karnawałowy zaczyna się 11 listopada (jedenastka jest symbolem rozpusty i grzechu) jak sie dowiedzieliśmy jest to 5 pora roku, która zakończy się dopiero w przyszłym roku w środę popielcową (dokładnie to 14 lutego 2018).

11.11 to nie tylko data ale też ważna godzina, kolończycy zaczynają zabawę właśnie dokładnie o 11:11. “Kölle alaaf” – jest to hasło wykrzykiwane na rozpoczęcie karnawału oraz jako pozdrowienie dla pozostałych świętujących. W chwilę po 11-tej na miasto wypada kolorowy tłum. Ludzie tańczą i organizuja parady. Najfajniejszym aspektem celebracji jest to, że zdecydowana większość ludzi przebiera się w kostiumy. Poznalismy nawet kilka osób, które biorą regularnie udział w karnawale oraz przygotowują swoje stroje już rok przed imprezą, a w piwnicy trzymają niezłą kolekcję, żeby w tym drugim karnawale (w lutym) mieć co najmniej jeden strój na każdy z pięciu dni świętowania.

 

Kolończycy bardzo poważnie podchodzą do przygotowań kostiumów. Niektórzy z nich kupują już gotowe stroje w sklepach specjalizujących się w sprzedaży karnawałowych przebrań. Pozostała część szyje je (lub buduje) sama. Niektórzy przygotowują strój w pojedynkę, ale często zdarza się, że pary, całe rodziny lub większe grupy przebierają się tak, żeby wspólnie tworzyć jeden obraz, np. para przebrana za Czerwonego Kapturka i Wilka albo orkiestra przebrana za drużynę futbolu amerykańskiego. Widzieliśmy kostiumy superbohaterów, wampirów, niejedną Haltestelle (czyli po niemiecku “przystanek autobusowy”), itd. Istnieje też możliwość, żeby zamiast w konkretny strój- przebrać się w “kolońskie kolory”, czyli ubrać na siebie coś, np. skarpety, koszulę, czapkę lub nawet cały garnitur, w poprzeczne biało- czerwone pasy.

My dziś podjechaliśmy U-Bahn’em do stacji Ebertplatz i stamtąd udaliśmy się pieszo pod Katedrę. Pomimo tego, że pogoda nie rozpieszczała- mijalismy tłumy bawiących sie na ulicy ludzi (bo kto sie przjmuje deszczem w dzień karnawału!?). Główne place takie jak Ebertplatz, Heumarkt, Neumarkt czy Zulpicher Platz były wypełnione po brzegi. Ludzie w tym dniu niczym się nie przejmują i widać radość na ich twarzach. Idąc w stronę Neumarkt, ulicą Hohe Str. spotkalismy kilka ulicznych orkiestr, wokół których był zgromadzony tłum śpiewający tradycyjne kolońskie pieśni. Po kilkugodzinnym spacerze, uznaliśmy jednak, że fajnie by było stać się chociaż raz w roku częścia karnawału. Popijając piwko Kölsch zdecydowalismy jednogłośnie, że bierzemy udział w kolejnym karnawale, nawet mamy juz pomysły na stroje!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *