Korfu- Dzień czwarty- Sidari oraz plaża Logas

W ciągu czwartego pełnego dnia naszego pobytu na Korfu postanowiliśmy zwiedzić północno-zachodnią część wyspy. Na pierwszy ogień poszła miejscowość Sidari, gdzie znajduje się m.in. słynny kanał miłości (Canal D’Amour).

Do Sidari przyjechaliśmy w samo południe i już wjeżdżając do tego miasteczka poczuliśmy, że coś jest nie tak. Nie było tam pięknych nowych willi z basenami dla turystów, ale też nie było starych, tradycyjnych domów zamieszkanych przez tubylców. Po zaparkowaniu samochodu i krótkim spacerze zauważyliśmy, że Sidari jest skrojone pod turystów (głównie Anglików i Niemców). Przechadzając się uliczkami tego miasta czuliśmy się jak na pasażu w Dźwirzynie, gdzie z każdej strony czujesz atakujące szyldy sklepów sprzedających podróbki markowych strojów kąpielowych, kremy do opalania i różnorakie zabawki do wody. W sumie gdybyśmy mieli spędzić cały wyjazd w jednej miejscowości to wolelibyśmy jednak to Dźwirzyno- przynajmniej bardziej swojsko.

Lekko zniechęceni podążyliśmy plażą w stronę kanału miłości. Plaża oczywiście mocno korespondowała z uliczkami Sidari, t.j. roiło się na niej od leżaków, na których wylegiwali się goście hotelowi, a gdzie nie spojrzeć- widać było reklamy wypożyczalni sprzętu do pływania- w tym rowerków wodnych w odstraszającym landrynkowo różowym kolorze.

Sam kanał miłości to po prostu w charakterystyczny sposób wydrążone przez wiatr i wodę skały piaskowca, między które wdarła się morska woda tworząc niewielką zatokę. Można się nim zainteresować, dlatego wszystkim, którzy czytają ten blog polecam udać się bezpośrednio w to miejsce, pomijając zwiedzanie samego Sidari, gdyż sprawdzając te miejsca w nieodpowiedniej kolejności, aż odechciewa się dalszego pobytu. Istnieje możliwość zrobienia świetnych zdjęć kanałowi miłości, ale świadomość, że wystarczy odwrócić się i spojrzeć na tą kiczowatą wioskę rujnuje wszelkie pozytywne doznania.

Dobra, tyle narzekania. Spędziliśmy w Sidari niecałą godzinę i naprawdę szczęśliwi, że ją już opuszczamy pojechaliśmy oglądać klify. Pierwotny plan zakładał, że odwiedzimy Cape Drastis- oddalony 4km na zachód od Sidari półwysep, gdzie podziwiać można klify i wyspy z piaskowca uformowane w podobny sposób jak te okalające kanał miłości. Jakimś jednak dziwnym zrządzeniem losu silny wiatr od Sidari wyrzucił nas jeszcze dwa kilometry dalej, gdzie przy miejscowości Peroulades znajduje się plaża Logas. To był dla nas strzał w dziesiątkę.

Otóż plaża Logas również znajduje się bezpośrednio przy kreteńskich klifach. Jest ona naprawdę niewielka- ma może kilka metrów szerokości, ale za to jest stosunkowo długa. Co ciekawe- plaża w czasie przypływu lub gdy nieopodal przepływają duże statki zostaje całkowicie zalana przez morską wodę. My spędziliśmy na tej plaży prawie dwie godziny pływając w morzu i czytając książkę na brzegu. Na pożegnanie klify zrzuciły na nas kilka kamieni, ponieważ niezbyt rozsądnie ułożyliśmy nasze ręczniki bezpośrednio przy ich zboczach. Mieliśmy szczęście, ponieważ te najprawdopodobniej gliniane odłamy były wielkości małych kamyczków, ale gdyby odłamał się większy kawałek (a widzieliśmy, że jest to możliwe) to sprawa byłaby poważna. Pamiętajcie o tym, gdy będziecie chcieli odpocząć na tej plaży.

Wizyta na plaży spowodowała, że zgłodnieliśmy, ale na szczęście sprawdzone wcześniej miejsce znajdowało się zaraz obok. Udaliśmy się do restauracji 7th Heaven tuż przy plaży Logas.

Restauracja posiada charakterystyczny punkt widokowy z przeszklonym balkonem, z którego można podziwiać plażę Logas. W restauracji zamówiliśmy sobie grilowany ser z pomidorową konfiturą, grilowanego kalmara oraz makaron pappardelle z owocami morza. Była to wspaniała uczta, a ser z konfiturą okrzyknęliśmy nasmaczniejszym daniem wyjazdu.

Jeśli planujecie wybrać się w to samo miejsce to weźcie pod uwagę też to, że zachód słońca przy plaży Logas musi wyglądać olśniewająco. Nie było nam dane tego doznać na żywo, ale widzieliśmy zdjęcia i wierzymy w to, że nie kłamią.

My po tak spędzonym dniu wróciliśmy do naszych apartamentów, gdzie odpoczęliśmy przy (i w) basenie, a wieczorem pojechaliśmy jeszcze na ostatni wieczorny spacer po mieście Korfu, a także po to, żeby kupić kartkę i magnes do naszej kolekcji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *