Korfu- Dzień trzeci – Vlacherna i Stara Forteca

Trzeciego dnia postanowiliśmy eksplorować miasto Korfu. Na samym początku udaliśmy się na plaże tuż przy lotnisku- dzielnica Kanioni- gdzie znajduje się mała przystań oraz bardzo ładny kosciółek Vlacherna Monastery. Kosciół zlokalizowany jest na malutkiej wysepce na morzu Jońskim tuż nieopodal pasa startowego lotniska. Samoloty podchodzą do lądowania w taki sposób, że przelatują tuż nad klasztornym dachem. Zwiedzanie kościółka jest bezpłatne przez cały rok. Nieopodal znajduje się kilka punktów widokowych, restauracji oraz hotel usytuowany na wzniesieniu, skąd możemy napawać się pięknym zachodem słońca i podziwiać piękne widoki. Piaszczysta plaża znajduje się po lewej stronie od mostu, można do niej dojść pasmem wybrzeża. My niestety nie zabraliśmy strojów kąpielowych więc po krótkiej wizycie uznaliśmy, że jedziemy do centrum miasta Korfu.

Głównym celem była Stara FortecaPalaió Froúrio. Twierdza (Paleo Frodrio) jest symbolem miasta i wyspy. Najstarsze ze znanych fortyfikacji założono w VI w. na gruzach dawnego korynckiego miasta Palaiopolis. Bilet wstępu kosztował nas 8€. Pogoda cały czas dopisywała, przy wysokiej temperaturze nie był to najprzyjemniejszy czas na zwiedzanie. Aby wejść na szczyt gdzie znajdował się zamek „Castel a Terra” z małą latarnią morską należy wspiąć się stromym podejściem obok weneckiej wieży zegarowej. Z wysokości 72 m rozciąga się oszałamiający widok na miasto Korfu i górę Pantokrator. Pomimo upału warto było się zmęczyć i dotrzeć na górę. Schodząc zatrzymaliśmy się na lemoniadę w jedynej knajpce na terenie fortecy. Chwilowy odpoczynek bardzo dobrze nam zrobił. Oboje uznaliśmy, że czujemy lekki głodek więc poszliśmy orzeźwieni w stronę starego miasta.

Poprzedniego dnia natrafiliśmy na całkiem fajne miejsce z lokalną kuchnią – Chrisomalis, ale wtedy było ono pełne gości, więc postanowiliśmy spróbować jeszcze raz innego dnia. Tym razem mieliśmy szczęście i udało nam się dostać stolik. Knajpka była prowadzona przez lokalnych Greków. Kreteński klimat sprawił, że uznaliśmy, iż super będzie spróbować kreteńskiej lokalnej kuchni. Ja zamówiłam kulki mięsne z soczewicą i papryką w sosie pomidorowym. Piotr zamówił tradycyjna Pasticadę – czyli makaron z wołowiną doprawiony orientalnymi przyprawami w sosie pomidorowym  z posypką serową, pycha! Jeśli chodzi o ceny to za cały obiad plus napoje zapłaciliśmy ok. 20€.

Najedzeni, w błogim stanie, poszliśmy na krótki spacer wśród wąskich uliczek, po czym wpadliśmy na genialny pomysł aby wrócić do naszego apartamentu i skorzystać z basenu, gdyż marzyliśmy o tym, aby się ochłodzić po całym upalnym dniu. Cały wieczór spędziliśmy na czytaniu książek,  graniu w karty i pływaniu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *