Korfu – pierwsze popołudnie

Pisanie bloga nie jest proste. Jeszcze nie skończyliśmy pisać o poprzedniej wycieczce, a już mamy do opisania kolejną. Tym razem korzystając z ostatniej możliwości kilkudniowego wypadu przed naszym ślubem udaliśmy się na grecką wyspę Korfu.

Był to krótki, czterodniowy, jeśli nie liczyć dnia przylotu, ale w miarę intensywny wyjazd. Rozpoczęliśmy go w środę, 14-tego czerwca na lotnisku Düsseldorf Weeze, skąd polecieliśmy liniami Ryanair bezpośrednio na wyspę Korfu. Lot trwał około 2,5 godziny i już o 20:00 (uwzględniając przesunięcie czasu o godzinę) byliśmy na miejscu i oczekiwaliśmy na odbiór samochodu. Skorzystaliśmy z usług firmy Europcars, która, jak się okazało na miejscu, nie ma swojego biura na lotnisku. Tym samym musieliśmy czekać 20 minut na kolejnego busa, który zabrał nas do biura. Gdybyśmy to sprawdzili wcześniej na mapie to pewnie poszlibyśmy piechotą, gdyż znajdowało się ono jakieś 500 metrów od lotniska, ale cóż- nauczka na przyszłość. Jeśli chodzi o model samochodu to z reguły wybieramy najtańszą, ale spełniającą nasze oczekiwania Pandę, ale z racji, że to biuro takowej nie posiadało- otrzymaliśmy “darmowy upgrade” i otrzymaliśmy kluczyki do Nissana Note’a.
W tym miejscu pozwolę sobie na małą uwagę- greckie drogi jakie przyszło nam poznać są totalnym przeciwieństwem dróg, którymi poruszamy się na codzień- dużo podjazdów o naprawdę dużych kątach nachylenia, olbrzymia ilość ostrych zakrętów i co najgorsze- drogi te są miejscami szerokości połowy samochodu, a mimo to auta poruszają się po nich w obu kierunkach (sic!). Dlatego, gdy poprzednim razem dostaliśmy “darmowy upgrade” z Pandy- na Suzuki Lianę- byliśmy początkowo nieco zawiedzeni, ale oddając to auto wiedzieliśmy już, że zaspokoiło ono wszystkie nasze potrzeby, a z racji podeszłego już wieku nie musieliśmy się martwić o to, że wypożyczalnia policzy nam za każdą drobną ryskę. Plus mogliśmy się poczuć jak gwiazdy Top Gear!

Wracając do Korfu- zabraliśmy naszego Note’a, zainstalowaliśmy szybko uchwyt na telefon, w którym mam nawigację i ładowarkę, po czym ruszyliśmy w stronę naszych apartamentów. W przypadku Kofru zdecydowaliśmy się z Paulą na odstępstwo od normy, ponieważ z reguły wynajmujemy mieszkania na Airbnb, ale gdy zabraliśmy się za to to ani nie było za dużego wyboru, ani ceny nie były za ciekawe. Na Booking.com znależliśmy hotel Folies Cofru (google mówi, że to hotel 3-gwiazdkowy) za cenę średniej jakości mieszkania na Airbnb. Może aż trzech gwiazdek bym tym apartamentom nie dał, ale pokój okazał się naprawdę w porządku. Z okna tarasu mieliśmy widok na bar i basen, które były dostępne dla gości. Dodatkowo parking, codzienna wymiana pościeli i ręczników oraz inne udogodnienia, które może i zdarzają się na Airbnb, ale na pewno nie są standardem.
Pewnie jeszcze wrócę do tematu hotelu w kolejnych postach z tej wycieczki, ale szybko podsumowując- był to świetny wybór i tym samym szczerze polecam ten hotel.

Gdy odświeżyliśmy się trochę po podróży było już trochę za późno na podróże po wyspie, ale skoro do stolicy wyspy- miasta Korfu– mieliśmy poniżej pięciu kilometrów- pojechaliśmy tam, żeby zobaczyć miasto oraz znaleźć coś do jedzenia.
Przejazd zajął nam 12 minut, a z racji późnej godziny (było już po 22) nie mieliśmy problemu z parkowaniem w samym centrum- tuż przy placu Enoseos.

Stamtąd przespacerowaliśmy się po weneckich uliczkach, które zaprowadziły nas do knajpki, której nazwa brzmi Pitonostimies. Chyba… W każdym razie uraczyliśmy się pysznymi Tzatzikami, chlebkami Pita, serem Saganaki oraz dwoma rodzajami Souvlaków. Chlebków i Tzatzików raczej nie trzeba nikomu przedstawiać. Ser Saganaki, z którym spotkamy się nie jest trudno, gdy przegląda się menu w greckiej restauracji to tak naprawdę twardy ser owczy Kasseri, który został oprószony mniejszą lub większą ilością chrupiącej panierki, a następnie usmażony na małej patelni z dwoma uchami. Możliwe, że będąc w Grecji spotkasz się z daniem o nazwie Saganaki i będzie to coś zupełnie innego niż ser- jest tak dlatego, że Saganaki to grecka nazwa tej małej patelni, na której przygotowany został, w naszym przypadku, owczy ser. Souvlaki z kolei to małe kawałki mięsa nabite na patyczek kojarzony przez nas z przygotowywania szaszłyków, a następnie przypieczone na grillu. Była to dla nas wyborna uczta. W tym momencie wreszcie poczułem, że zaczyna się nasz krótki urlop.

Nasz pierwszy dzień na greckiej wyspie Korfu zakończył się niewiele później, gdy po powrocie do hotelu padliśmy na łóżko i zasnęliśmy. Kolejnego dnia kontynuowaliśmy podróż, ale o tym możesz przeczytać w kolejnym poście.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *